Jak radzić sobie z przewlekłym stresem w pracy: praktyczne wskazówki psychologa

0
1
Rate this post

Z tego artykułu dowiesz się:

Czym właściwie jest przewlekły stres w pracy

Różnica między codziennym napięciem a stresem przewlekłym

Stres sam w sobie nie jest wrogiem. To naturalna reakcja organizmu, która ma nam pomóc przetrwać wymagające sytuacje. Gdy zbliża się ważna prezentacja, rozmowa z przełożonym czy deadline projektu, ciało mobilizuje się: serce bije szybciej, oddech się przyspiesza, myśli skupiają się na zadaniu. To krótkotrwały stres, który zwykle spada, kiedy sytuacja się kończy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ten stan mobilizacji nie ma końca. Przewlekły stres w pracy przypomina bieg na 100 metrów, który nagle zamienia się w maraton – tylko nikt nas o tym nie uprzedza. Organizm pozostaje w trybie „walki lub ucieczki”: mięśnie są permanentnie napięte, sen płytki, a głowa nigdy naprawdę nie odpoczywa.

Okazjonalne napięcie przed ważnym projektem działa jak alarm, który się włącza i wyłącza. Przewlekły stres to alarm, który zaciął się na stałe. Nawet jeśli akurat nie dzieje się nic pilnego, czujesz, jakbyś cały czas był „na posterunku”. To właśnie ten stan najbardziej niszczy zdrowie psychiczne i fizyczne.

Tło przewlekłego stresu: ciągła gotowość i brak wpływu

W przewlekłym stresie ważniejsze od pojedynczych trudnych sytuacji jest tło, na którym żyjesz i pracujesz. Typowy obraz wygląda tak: mało przerw, ciągłe przeskakiwanie między zadaniami, setki powiadomień, oczekiwanie błyskawicznych odpowiedzi i wrażenie, że wszystko jest „na już”. Do tego silne poczucie, że niewiele od ciebie zależy.

Jeśli dzień za dniem kończysz z myślą „nawet nie wiem, co właściwie dzisiaj zrobiłem”, a jednocześnie jesteś kompletnie wyczerpany, to sygnał, że znalazłeś się w trybie chronicznego przeciążenia. Gdy poczucie wpływu jest niskie – bo zadania spadają nagle, priorytety zmieniają się co godzinę, a nikt z tobą nie konsultuje decyzji – mózg interpretuje to jako zagrożenie, z którego nie da się uciec.

Przewlekły stres ma często niewidoczne przyczyny: niekończące się maile, spotkania bez sensu, brak jasnych ról i odpowiedzialności. To drobne codzienne źródła napięcia, które same w sobie wydają się „normalne”, ale razem tworzą mieszankę, której organizm na dłuższą metę nie udźwignie.

Kultura ciągłej dyspozycyjności jako paliwo stresu

Na przewlekły stres w pracy mocno wpływa kultura organizacyjna. W wielu firmach dominuje przekonanie, że „dobry pracownik”:

  • odpisuje na wiadomości o każdej porze,
  • zostaje po godzinach bez pytania o nadgodziny,
  • jest dostępny także na urlopie,
  • nie mówi „nie”, tylko „jakoś dam radę”.

To tworzy atmosferę ciągłej dyspozycyjności, gdzie granica między pracą a życiem prywatnym praktycznie zanika. Telefon służbowy leży na stole podczas kolacji, a komputer można otworzyć w każdej chwili – i bardzo łatwo „tylko na chwilę” zajrzeć do skrzynki, co kończy się kolejną godziną pracy. Taki styl funkcjonowania utrwala w mózgu przekonanie, że praca nigdy się nie kończy, więc napięcie nie ma kiedy opaść.

Paradoks polega na tym, że im bardziej próbujesz być zawsze dostępny, tym mniej skuteczny i spokojny się stajesz. Z czasem możesz zacząć reagować lękiem nawet na dźwięk powiadomienia albo widok ikony poczty, bo organizm kojarzy to z kolejną porcją przeciążenia. Wielu pacjentów trafiających do gabinetu psychologa czy psychiatry przyznaje, że pierwszym impulsem do szukania pomocy było właśnie poczucie, że nie potrafią już „wyłączyć głowy” po pracy.

Zestresowana kobieta siedzi na biurku w chaotycznym biurze z latającymi papieram
Źródło: Pexels | Autor: cottonbro studio

Sygnały alarmowe: jak rozpoznać, że to już za dużo

Objawy przewlekłego stresu w ciele

Organizm zwykle wysyła sygnały dużo wcześniej, zanim głowa przyzna: „jestem przeciążony”. Problem w tym, że wiele z nich bywa bagatelizowanych lub tłumaczonych wiekiem, pogodą albo „taki już mój urok”. Przy przewlekłym stresie typowe są:

  • napięcie mięśni, szczególnie w karku, barkach i żuchwie,
  • częste bóle głowy lub migreny,
  • problemy żołądkowe, biegunki lub zaparcia, zgaga,
  • przyspieszone bicie serca, uczucie „kołatania”,
  • problemy ze snem – trudności z zasypianiem, wybudzanie się, płytki sen, koszmary,
  • spadek odporności – częste infekcje, przeziębienia, opryszczki.

Jeśli po weekendzie czujesz się równie zmęczony jak w piątek, a po krótkim urlopie organizm „dostaje w kość” już po kilku dniach powrotu do pracy, to ważny sygnał. Ciało próbuje powiedzieć: „tak dłużej się nie da”. Warto nauczyć się traktować te sygnały poważnie, a nie przykrywać je kolejną kawą czy tabletką przeciwbólową.

Zmiany emocjonalne i w myśleniu

Przewlekły stres w pracy wpływa nie tylko na ciało, ale bardzo mocno na emocje. Sygnałami alarmowymi są między innymi:

  • łatwa drażliwość – drobiazgi wyprowadzają cię z równowagi,
  • płaczliwość, wzruszanie się „bez powodu”,
  • poczucie braku sensu – myśli typu „po co ja w ogóle to robię?”,
  • obojętność – nic cię już nie cieszy, także poza pracą,
  • lęk nawet przed małymi rzeczami, np. telefonem od szefa, zwykłym mailem,
  • poczucie bycia przytłoczonym, jakby wszystko było „za dużo”.

Myślenie w przewlekłym stresie często staje się bardzo czarne-białe: „albo zrobię to idealnie, albo zawalę wszystko”, „albo dam radę, albo jestem beznadziejny”. Pojawia się wewnętrzny krytyk, który bez przerwy komentuje: „mogłeś zrobić więcej”, „inni sobie radzą, tylko ty nie”. To dodatkowo nakręca napięcie.

Na koniec warto zerknąć również na: Zespół stresu pourazowego u lekarzy – realne wyzwanie — to dobre domknięcie tematu.

Gdy stres trwa długo, mózg zaczyna też mieć kłopot z koncentracją. Trudniej się skupić, czytasz maila kilka razy, zapominasz oczywiste rzeczy. Nie dlatego, że nagle stałeś się mniej inteligentny, ale dlatego, że organizm działa w trybie przetrwania, nie rozwoju.

Zachowania ostrzegawcze, które łatwo zlekceważyć

Obok objawów z ciała i emocji pojawiają się też zmiany w zachowaniu. One również są ważnymi wskaźnikami, że przewlekły stres w pracy wymknął się spod kontroli. Do częstych należą:

  • odkładanie zadań na ostatnią chwilę, mimo że wcześniej tak nie było,
  • spadek jakości pracy – rosnąca liczba błędów, pomyłek, niedopatrzeń,
  • konflikty w zespole, wybuchy złości, sarkazm, wycofanie,
  • „ucieczka” w telefon, seriale, gry – byle tylko nie myśleć o pracy,
  • pracowanie ponad miarę – zostawanie dłużej, mimo braku realnej potrzeby,
  • sięganie częściej po alkohol, słodycze lub inne „regulatory nastroju”.

W gabinecie psychologicznym często pojawiają się osoby, które „nagle” nie są w stanie wejść do biura, choć formalnie nic się nie wydarzyło. Ktoś opowiada, że stał pod drzwiami firmy i poczuł paraliżujący lęk, kołatanie serca, duszność. Inna osoba dostaje ataku paniki przed zwykłym mailem od przełożonego – nie dlatego, że wiadomość jest szczególnie trudna, tylko dlatego, że jej układ nerwowy jest już na skraju wyczerpania.

Przepracowanie, przewlekły stres, wypalenie – gdzie przebiegają granice?

Te pojęcia często się mylą, ale opisują różne etapy tego samego procesu. Dobrze pokazuje to proste zestawienie:

StanCharakterystykaPrzykładowe objawy
PrzepracowanieOkresowo zbyt dużo pracy lub zbyt intensywny projekt.Zmęczenie, chwilowy spadek energii, ale poprawa po odpoczynku.
Przewlekły stresDługotrwałe funkcjonowanie pod presją bez realnej regeneracji.Stałe napięcie, problemy ze snem, drażliwość, trudność z wyłączeniem myśli o pracy.
Wypalenie zawodoweZaawansowany etap przeciążenia emocjonalnego i fizycznego.Głębłe wyczerpanie, cynizm, poczucie bezsensu, spadek skuteczności i motywacji.

Nie chodzi o to, by samodzielnie się diagnozować, ale by zauważyć, że „zmęczony po pracy” to co innego niż „od miesięcy kompletnie wykończony i obojętny”. Im wcześniej dostrzeżesz sygnały alarmowe, tym łatwiej zatrzymać ten proces i zawalczyć o swoje zdrowie psychiczne.

Skąd się bierze twój stres? Szukanie konkretnych źródeł

Czynniki zewnętrzne: to, co dzieje się wokół ciebie

Przewlekły stres w pracy rzadko jest dziełem przypadku. Zwykle ma określone zewnętrzne źródła, których na początku nie nazywasz wprost. Do najczęstszych należą:

  • Chaos organizacyjny – brak planu, zadania rozdawane „z powietrza”, zmieniające się priorytety.
  • Nadmiar zadań – ilość pracy stale przekracza realne możliwości czasowe, a „góra” oczekuje, że „jakoś to będzie”.
  • Brak jasnych oczekiwań – nie wiesz, po czym przełożony pozna, że wykonałeś pracę dobrze, więc cały czas jesteś w napięciu.
  • Toksiczna atmosfera – plotki, podkopywanie się nawzajem, zimne relacje, brak zaufania.
  • Micromanagement – przełożony kontroluje każdy szczegół, poprawia, nie ufa, nie powierza decyzji.
  • Brak wsparcia – gdy coś idzie nie tak, nikt nie pomaga, a odpowiedzialność spada tylko na ciebie.

W takim środowisku stres staje się codziennością nie dlatego, że „nie umiesz sobie radzić”, ale dlatego, że systemowo jest za dużo chaosu, presji i niejasności. Zauważenie tego jest ważne, bo często obwiniasz siebie, zamiast przyjrzeć się realnym warunkom, w jakich funkcjonujesz.

Źródła wewnętrzne: to, co dzieje się w tobie

Dwie osoby w tym samym zespole mogą różnie przeżywać podobne obciążenia. Obok czynników zewnętrznych ogromne znaczenie mają twoje przekonania, styl myślenia i nawyki. Szczególnie „pomagają” w przewlekłym stresie:

  • Perfekcjonizm – przekonanie, że wszystko musi być na 100%, a błąd jest katastrofą.
  • Lęk przed oceną – silne skupienie na tym, „co inni powiedzą”, obawa przed krytyką.
  • Trudność z mówieniem „nie” – zgadzasz się na kolejne zadania, choć w środku czujesz, że nie dasz rady.
  • Przekonanie „muszę być niezastąpiony” – bierzesz na siebie wszystko, bo boisz się, że inaczej ktoś zauważy, że nie jesteś taki „wybitny”.
  • Wzorzec „pracuję, dopóki padnę” – praca jako główne źródło wartości i sensu, brak miejsca na odpoczynek.

Te wewnętrzne mechanizmy powstają zwykle dużo wcześniej niż pierwsza poważna praca – w domu rodzinnym, szkole, w pierwszych doświadczeniach zawodowych. Jeśli przez lata słyszałeś, że trzeba być „najlepszym”, „nie marudzić” i „cisnąć”, trudno potem nagle spokojnie powiedzieć przełożonemu, że masz za dużo zadań.

Świadomość takich schematów to pierwszy krok. Klientka, która w gabinecie powtarzała: „ja po prostu tak mam, że muszę zrobić wszystko idealnie”, z czasem zauważyła, że płaci za to ciągłym napięciem i brakiem satysfakcji. Dopiero gdy nazwała swoje wewnętrzne „muszę”, stało się możliwe, by je delikatnie kwestionować.

Prosty audyt stresu: tygodniowy eksperyment

Zamiast mówić ogólnie „moja praca to koszmar”, spróbuj przez tydzień podejść do tematu jak badacz. Wystarczy kartka lub notatka w telefonie. Za każdym razem, gdy zauważysz wyraźny skok napięcia (ścisk w żołądku, złość, bezradność), zanotuj trzy rzeczy:

Trzy pytania, które porządkują chaos

Ten mały audyt ma sens tylko wtedy, gdy zadasz sobie bardzo konkretne pytania. Przy każdym skoku napięcia odpowiedz krótko na trzy z nich:

  1. Co się właśnie wydarzyło? – opis faktów, bez komentowania („szef podniósł głos na spotkaniu”, „dostałam czwarte pilne zadanie na dziś”).
  2. Co wtedy pomyślałem/pomyślałam? – dosłowna myśl, która pojawiła się w głowie („znowu zawaliłam”, „nie mam prawa odmówić”, „zaraz mnie zwolnią”).
  3. Co poczułem/poczułam w ciele i emocjach? – np. „ścisk w gardle, złość, lęk, chęć ucieczki”.

Po tygodniu zwykle widać już pewne wzory: powtarzające się sytuacje, typowe myśli, najbardziej obciążające momenty dnia. To trochę jak mapa – nagle wiesz, gdzie jest największy korek, a gdzie da się jeszcze pojechać boczną drogą. Z tą mapą łatwiej potem dobrać konkretne strategie, zamiast walczyć z nieokreślonym „stresem w pracy”.

Rozróżnienie: co mogę zmienić, a co muszę zaakceptować

Gdy masz już pierwsze notatki, zrób prosty podział. Weź kilka zapisanych sytuacji i przy każdej zadaj sobie dwa pytania:

  • Czy mam realny wpływ na tę sytuację? (przynajmniej częściowy)
  • Jeśli nie na sytuację, to czy mam wpływ na swoją reakcję?

Okazuje się wtedy, że niektóre źródła stresu są bardziej „zewnętrzne” (decyzje zarządu, polityka firmy), a inne wynikają głównie z twojego stylu działania (perfekcjonizm, nieumiejętność odpuszczania). Taki podział pomaga zatrzymać się przed dwoma skrajnościami: bezradnym „nic się nie da zrobić” i samobiczowaniem „to wszystko moja wina”.

Zestresowany pracownik biurowy siedzi przy komputerze w jasnym biurze
Źródło: Pexels | Autor: Thirdman

Pierwsza pomoc: co możesz zrobić, gdy napięcie jest bardzo wysokie

Regulacja, nie rewolucja

Kiedy stres osiąga wysoki poziom, większość porad typu „znajdź balans” brzmi jak żart. W takim momencie nie potrzebujesz życiowej rewolucji, tylko prostych sposobów, które pomogą układowi nerwowemu zejść z „czerwonego alertu” do choćby „pomarańczowego”. To są działania na tu i teraz – jak mini apteczka, którą nosisz przy sobie.

Oddychanie, które faktycznie coś zmienia

Klasyczne „oddychaj głęboko” często niewiele daje, bo ludzie zaczynają wtedy… hiperwentylować. Chodzi o coś przeciwnego: wolniejsze, spokojniejsze oddychanie, które wysyła do mózgu sygnał „nie ma bezpośredniego zagrożenia”. Możesz spróbować prostego schematu:

  • wdech nosem przez 4 sekundy,
  • krótkie zatrzymanie powietrza (2 sekundy),
  • powolny wydech ustami przez 6–8 sekund.

Takie oddychanie przez 2–3 minuty potrafi realnie obniżyć napięcie w ciele. Nie jest to „magia”, tylko fizjologia – aktywujesz układ przywspółczulny, odpowiedzialny za odpoczynek i regenerację. Jedna z klientek miała w telefonie ustawione krótkie przypomnienia trzy razy dziennie z jednym słowem: „oddech”. Brzmi banalnie, a po miesiącu zauważyła, że znacznie rzadziej „eksploduje” na spotkaniach.

Coraz częściej także firmy i specjaliści od zdrowia psychicznego – na przykład autorzy bloga Tęczowa Przystań – zwracają uwagę, że przewlekły stres w pracy nie jest indywidualną „słabością”, ale efektem nakładających się czynników systemowych i osobistych.

Uziemienie: wróć do tu i teraz

W przewlekłym stresie głowa często wybiega w przyszłość („na pewno nie zdążę”, „co jeśli znów się pomylę?”). Krótkie ćwiczenia uziemiające pomagają przerwać to kołowrotkowe myślenie. Możesz wykorzystać wariant „5–4–3–2–1”:

  • rozejrzyj się i nazwij w myślach 5 rzeczy, które widzisz,
  • zauważ 4 rzeczy, które możesz dotknąć (np. oparcie krzesła, kubek, podłoga pod stopami),
  • wsłuchaj się w 3 dźwięki wokół ciebie,
  • poczuj 2 zapachy lub smaki,
  • nazwij 1 rzecz, za którą jesteś w tej chwili wdzięczny/wdzięczna.

To ćwiczenie możesz wykonać nawet podczas zebrania, nikt nie musi o tym wiedzieć. Chodzi o przerwanie automatycznego „katastroficznego filmu” w głowie i zakotwiczenie się w konkretach.

Krótki „mikro–reset” w ciągu dnia

Organizm lepiej radzi sobie z obciążeniem, gdy ma choć kilka krótkich momentów na złapanie oddechu. Zamiast marzyć o tygodniowym urlopie, którego nie ma w kalendarzu, poszukaj 3–5 minutowych okien w ciągu dnia. Co można wtedy zrobić?

  • Wyjść na chwilę z budynku, nawet jeśli to tylko przejście dookoła bloku.
  • Rozprostować ciało: kilka skłonów, rozciągnięcie karku, poruszenie ramionami.
  • Wypić wodę bez scrollowania telefonu – po prostu przerwa od bodźców.

To drobiazgi, ale regularnie powtarzane działają jak „małe ładowania baterii”. Dużo trudniej dojść do stanu skrajnego wyczerpania, jeśli w ciągu dnia choć trochę dbasz o swój poziom energii.

Plan awaryjny na kryzysowy dzień

Każdemu zdarzają się dni, kiedy wszystko się kumuluje. Warto wcześniej przygotować sobie krótki plan awaryjny – coś w rodzaju „instrukcji na czarną godzinę”. Może zawierać na przykład:

  • minimum obowiązków – listę rzeczy, które muszą być dziś zrobione, oraz to, co spokojnie może poczekać,
  • bezpieczną osobę – kogo możesz uprzedzić, że masz trudniejszy dzień (kolega z zespołu, partner, przyjaciółka),
  • jedną rzecz dbającą o ciało – ciepły posiłek, spacer po pracy, wcześniejsze pójście spać.

Taki plan nie rozwiąże wszystkich problemów, ale zmniejsza ryzyko, że w najgorszym momencie dorzucisz sobie jeszcze więcej presji typu „muszę działać jak zawsze”.

Ustawianie granic w pracy bez poczucia winy

Dlaczego granice są tak trudne?

W teorii większość osób zgadza się z tym, że „trzeba stawiać granice”. W praktyce, gdy przychodzi mail z kolejnym zadaniem „na dziś”, ręka sama odpisuje: „jasne, zrobię”. Poczucie winy i lęk przed oceną bywają silniejsze niż świadomość własnych ograniczeń.

Źródła tego problemu często leżą głęboko: w przekonaniach wyniesionych z domu („nie odmawia się”, „trzeba się starać bardziej niż inni”), w lęku przed konfliktem, w doświadczeniach z poprzednich miejsc pracy. Granice mogą kojarzyć się z egoizmem albo z byciem „trudnym pracownikiem”. Tymczasem z psychologicznego punktu widzenia są raczej jak ogrodzenie, które chroni ogród przed zadeptaniem – dzięki niemu coś w ogóle może w nim urosnąć.

Różnica między granicą a buntem

Dobrze postawiona granica nie jest pasywno–agresywnym „nie, bo nie”, tylko jasną informacją o twoich możliwościach i potrzebach. Bunt to często reakcja nagromadzonej frustracji: nagłe „mam dość, rzucam to”. Granica jest wcześniejsza, spokojniejsza, bardziej konkretna.

Przykład z praktyki: klient przez lata brał wszystkie dodatkowe dyżury. Gdy był już na skraju wypalenia, wybuchł mailowo na przełożonego – dostał łatkę „konfliktowego”. Z czasem nauczył się mówić wcześniej: „w tym miesiącu mogę wziąć maksymalnie dwa dodatkowe dyżury, więcej odbije się na jakości mojej pracy”. Ta sama potrzeba, ale zakomunikowana dużo wcześniej i spokojniej.

Jak mówić „nie” w sposób, który zwiększa szansę na akceptację

Odmowa nie musi brzmieć jak zamknięcie drzwi przed nosem. Pomaga prosty schemat: uznanie + informacja + alternatywa (jeśli jest). Oto kilka przykładów:

  • „Rozumiem, że to zadanie jest pilne. Mam już zaplanowane X i Y na dziś, więc realnie mogę się tym zająć jutro rano.”
  • „Widzę, że potrzebujecie wsparcia przy tym projekcie. Jeśli mam dołączyć, potrzebuję wtedy odpuścić raport miesięczny albo przełożyć jego termin.”
  • „Chciałabym pomóc, ale w tym tygodniu jestem już na pełnych obrotach. Mogę polecić osobę, która ma więcej przestrzeni.”

Taki sposób formułowania granic pokazuje, że nie odrzucasz samej prośby czy osoby, tylko mówisz o swoich zasobach i priorytetach. Dajesz też przełożonemu szansę na podjęcie świadomej decyzji, zamiast po cichu brać na siebie wszystko.

Granice w czasie: kończenie pracy, gdy praca się „nie kończy”

W wielu zawodach lista zadań nie ma końca. Jeśli spróbujesz „uzamykać dzień”, dopiero gdy zrobisz wszystko, bardzo szybko okaże się, że nie zamykasz go nigdy. Dlatego granice czasowe często trzeba ustalić świadomie, a nie czekać, aż „samo się ułoży”.

Praktycznym krokiem może być wprowadzenie stałej godziny, o której kończysz pracę – oczywiście w ramach realnych możliwości stanowiska. Na 15–20 minut przed tym czasem robisz krótkie podsumowanie:

Dobrym uzupełnieniem będzie też materiał: Rola wdzięczności w budowaniu szczęścia — warto go przejrzeć w kontekście powyższych wskazówek.

  • co dzisiaj zrobiłem/zrobiłam,
  • co przenoszę na jutro,
  • jaki jest pierwszy, mały krok na jutro rano.

Taki rytuał domknięcia pomaga głowie przestać „mielić” zadania po wyjściu z biura. Kiedy mózg wie, że jest lista i konkretny pierwszy krok, dużo łatwiej się wyłącza – nie musi już wszystkiego trzymać „na własnej pamięci”.

Granice w komunikacji: ile pracy bierzesz na siebie w relacjach

Stres w pracy nasilają nie tylko same zadania, ale też sposób, w jaki o nich rozmawiamy. Jeśli odruchowo bierzesz odpowiedzialność za wszystko („to moja wina, że projekt się opóźnił”, „mogłem przewidzieć decyzję klienta”), łatwo przeciążasz się emocjonalnie. Zdrowsze granice w komunikacji oznaczają bardziej zrównoważone patrzenie na role i wpływy.

Zamiast mówić: „przepraszam, że nam nie wyszło”, możesz powiedzieć: „z mojej strony nie dopilnowałem terminu X, to biorę na siebie; opóźnienie wynikało też z Y po stronie klienta – potrzebujemy o tym porozmawiać na przyszłość”. Nie chodzi o zrzucanie winy, ale o realny opis sytuacji, w którym nie bierzesz na siebie czyichś decyzji czy zaniedbań.

Ćwiczenie: mała granica na próbę

Jeśli samo słowo „granice” budzi napięcie, zacznij od czegoś bardzo małego. Wybierz jedną sytuację w pracy, w której zwykle automatycznie się zgadzasz, a następnym razem spróbuj odroczonej odpowiedzi:

  • zamiast „jasne, zrobię” powiedz: „daj proszę 10 minut, sprawdzę, czy dam radę to dziś wcisnąć”,
  • zanim zapiszesz się na kolejne zadanie, powiedz: „wrócę do ciebie z odpowiedzią po spotkaniu – muszę zobaczyć, jakie są inne priorytety”.

To niewielka zmiana, ale robi dwie ważne rzeczy: zatrzymuje automatyzm zgadzania się na wszystko i daje ci chwilę na sprawdzenie, czy naprawdę chcesz i możesz daną rzecz wziąć. Z czasem takie mikro–granice budują większą odwagę do formułowania tych bardziej wyrazistych.

Radzenie sobie z poczuciem winy po postawieniu granicy

Wielu osobom najtrudniejszy nie jest sam moment odmowy, ale to, co dzieje się później w głowie: „przesadziłem”, „pewnie mnie znienawidzą”, „jestem nielojalny”. Tu przydaje się praca z wewnętrznym dialogiem.

Możesz spróbować prostego pytania: „co powiedziałbym/przy, gdyby to przyjaciel postawił taką granicę?”. Zazwyczaj okazałoby się, że byłbyś dla niego dużo łagodniejszy niż dla siebie. Tę „łagodniejszą wersję” warto świadomie wprowadzać do własnych myśli: „miałem prawo odmówić”, „nie jestem jedyną osobą odpowiedzialną za ten projekt”, „dbanie o swoje granice pomaga mi dłużej pracować dobrze”.

Z punktu widzenia psychologa ustawianie granic bez poczucia winy nie oznacza, że winy nigdy nie poczujesz. Bardziej chodzi o to, by umieć ją zauważyć, nazwać i nie pozwolić, by automatycznie kazała ci wycofywać wszystkie decyzje o zadbaniu o siebie.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Jak rozpoznać, że mój stres w pracy jest już przewlekły, a nie „zwykły”?

Przewlekły stres nie znika po weekendzie czy wolnym dniu. Czujesz stałe napięcie, problemy ze snem, zmęczenie, które nie mija mimo odpoczynku. Zdarza się, że po urlopie już po kilku dniach wracasz do stanu „totalnego przeciążenia”.

Typowe są też objawy z ciała: bóle głowy, napięcie karku i barków, problemy żołądkowe, kołatanie serca, częstsze infekcje. Do tego dochodzą zmiany w emocjach – drażliwość, płaczliwość „bez powodu”, lęk przed mailami czy telefonem od przełożonego, poczucie, że wszystko jest „za dużo”.

Jakie są najczęstsze przyczyny przewlekłego stresu w pracy?

Najczęściej nie chodzi o jeden wielki kryzys, tylko o codzienne „drobiazgi”, które razem tworzą przeciążenie. To może być natłok maili, spotkania bez sensu, częste zmiany priorytetów, brak jasnych ról i odpowiedzialności, wieczne „na już”. Mózg zaczyna odbierać pracę jak sytuację, z której nie ma wyjścia.

Silnym paliwem stresu jest też kultura ciągłej dyspozycyjności: odpisywanie o każdej porze, dostępność na urlopie, nieumiejętność powiedzenia „nie”. W efekcie praca „wchodzi” do domu, a głowa nie ma kiedy przełączyć się w tryb odpoczynku.

Jak odróżnić przepracowanie od przewlekłego stresu i wypalenia zawodowego?

Przepracowanie to zwykle krótki, intensywny okres – np. zamykanie projektu. Czujesz zmęczenie, ale po kilku dniach realnego odpoczynku wracasz do formy. Przewlekły stres to stan, w którym napięcie i presja trwają tygodniami czy miesiącami, a regeneracja jest za krótka lub w ogóle jej nie ma.

Wypalenie to kolejny etap – oprócz zmęczenia pojawia się obojętność, cynizm, poczucie braku sensu, a nawet niechęć do ludzi, z którymi pracujesz. Jeśli myśl o pracy budzi w tobie nie tylko lęk czy napięcie, ale też „pustkę” i zniechęcenie, to sygnał, że proces zaszedł bardzo daleko.

Co mogę zrobić od razu, gdy czuję, że stres w pracy mnie zalewa?

Na „tu i teraz” pomagają krótkie, konkretne działania: kilka wolnych, spokojnych oddechów (np. wdech na 4, wydech na 6), wyjście na 5 minut od biurka, rozluźnienie karku i barków, odłożenie telefonu na bok. To drobne gesty, ale dla układu nerwowego to jak naciśnięcie hamulca.

Drugi krok to małe granice: wyłączenie powiadomień po pracy, zamknięcie skrzynki mailowej na czas głębokiej pracy, zaplanowanie choć jednej krótkiej przerwy w ciągu dnia „na serio”, a nie z telefonem w ręku. Jeden z moich pacjentów zaczął od zasady: „po 19 nie odpowiadam na służbowe wiadomości” – po kilku tygodniach różnica w poziomie napięcia była wyraźna.

Jak ograniczyć stres związany z kulturą ciągłej dyspozycyjności?

Kluczem są granice – najpierw swoje, potem komunikacja z innymi. Pomaga np. ustalenie stałych godzin, w których jesteś dostępny, i wpisanie tego w stopkę maila, wyłączenie powiadomień poza pracą, odkładanie telefonu służbowego do innego pomieszczenia po zakończeniu dnia.

Dobrym krokiem jest też rozmowa z przełożonym o priorytetach: co naprawdę ma być „na już”, a co może poczekać. Często okazuje się, że spora część rzeczy „pilnych” tak naprawdę jest tylko przyzwyczajeniem do szybkich odpowiedzi, a nie realną koniecznością.

Czy przewlekły stres w pracy może prowadzić do problemów zdrowotnych?

Tak, i to zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Ciągłe napięcie obciąża układ nerwowy, sercowo‑naczyniowy i odpornościowy. Pojawiają się częstsze infekcje, bóle głowy, migreny, problemy żołądkowe, podwyższone ciśnienie. Organizm funkcjonuje w trybie „walki lub ucieczki”, którego nie został stworzony do utrzymywania miesiącami.

Po stronie psychiki przewlekły stres zwiększa ryzyko zaburzeń lękowych, depresji i wypalenia zawodowego. Z czasem koncentracja siada, pamięć szwankuje, a proste zadania zaczynają przerastać – nie z powodu braku kompetencji, ale przegrzanego układu nerwowego.

Kiedy z przewlekłym stresem w pracy iść do psychologa lub psychiatry?

Warto zgłosić się po pomoc, gdy: objawy nie mijają mimo odpoczynku, stres zaczyna wyraźnie wpływać na sen, zdrowie fizyczne, relacje, a ty czujesz, że „sam już nie ogarniasz”. Sygnałem alarmowym są też ataki paniki, paraliżujący lęk przed pójściem do pracy czy sięganie coraz częściej po alkohol lub leki „na uspokojenie”.

Lepiej przyjść „za wcześnie” niż za późno. Czasem wystarczy kilka spotkań, żeby poukładać sytuację, odzyskać poczucie wpływu i nauczyć się regulować napięcie. Gdy objawy są bardzo nasilone (myśli rezygnacyjne, silna bezsenność, ataki paniki), potrzebna może być także konsultacja psychiatryczna.

Poprzedni artykułDlaczego klimatyzator zamarza? Objawy, możliwe przyczyny i szybkie rozwiązania
Elżbieta Dąbrowski
Elżbieta Dąbrowski od lat zajmuje się tematyką ogrzewania i modernizacji instalacji w domach jednorodzinnych. Na Wolf-Majster.pl tłumaczy, jak dobrać źródło ciepła, ustawić krzywą grzewczą, zbilansować podłogówkę i uniknąć kosztownych błędów w kotłowni. Pisze na podstawie dokumentacji producentów, norm i praktyki z konsultacji z instalatorami oraz serwisantami. Stawia na proste wyjaśnienia, liczby i scenariusze „co jeśli”, a w poradach zawsze uwzględnia bezpieczeństwo, trwałość instalacji i realne koszty eksploatacji.